
„Między pieśnią przerwaną a zbudzonym echem,
Falą i nagą stopą, co wnet się zanurzy,
Przyjściem listu i zdjęciem pieczęci z pośpiechem,
Pomiędzy zaproszeniem i rankiem podróży,
Między wzniesioną dłonią a owocem drzew
Śpi szczęście...” :)
Leopold Staff
Kiedy starałam się o pracę bardzo pomagał i wspierał. Był przewodnikiem po meandrach firmy. Dziś na swoim miejscu był ostatni raz. Z niepokojem opuszczałam pokój, wiedząc, że nie zobaczę go już więcej na tym samym krześle za "miałczącym" białym ekranem, że od jutra nikt nie podniesie słuchawki pod jego numerem. Pomimo, że zdarzyło się nam poróżnić i potem kontakt nie był już taki jak wcześniej, jestem mu wdzięczna za pomoc i zachowuję w pamięci rzucanie historyjkami jak z rękawa. I smutek ogarnia, że to się skończyło.
Wczoraj Asia przesłała mi link do pewnego utworu. Słuchając go zdałam sobie sprawę, co mnie najbardziej uspokaja. To ciągnące się spokojne dźwięki pianina i pływanie pod wodą. Muzyka i brak dźwięku, kiedy od zgiełku panującego na powierzchni odcina człowieka momentalnie tafla wody. Dziś wybieram tę pierwszą formę :)
To były szalone czasy. W jednym momencie zaczynało się imprezować w jednym miejscu, by po kilku godzinach skończyć w lesie, 8 km od najbliższego przystanku autobusowego, od jakiejkolwiek cywilizacji. Wśród takich wypadów było Mogilno, gdzie odbywał się jam breakdance i graffiti. Zupełnie nie pamiętam powrotu, ale pamiątką po tym wypadzie jest płytka jednej z ekip, która startowała w konkursie. Nie wiem wprawdzie jak znalazła się w naszym posiadaniu. Ale jest na niej ten jeden kawałek, który puszczałyśmy w kółko, a który jest jednym z bardziej słonecznych i pozytywnych kawałków jakie znam. Tym bardziej, że przywołuje na myśl tak sympatyczne wspomnienia :)
Lubię przedświąteczne dni w pracy. Jest puściej, spokojniej. Bez czcigodnych koleżanek i ich telefonów od córek, matek i innych znajomych wreszcie mogę się skupić na pracy. Robiąc poranną kawę na parapecie, zerkam na śnieżną zajezdnię. Na pręgowanego kota przybłędę, który chętnie przechadza się po halach naprawczych i chowa pod zaparkowanymi autami motorniczych. Na kolegów biegnących do radiowozów, by jechać na interwencję. Na pracowników warsztatu, przestawiających wagony i chłopaków moich gromadzących się koło wejścia do swojej kanciapy. Niezależnie od trudnej sytuacji, w jakiej to wszystko się znalazło, jest to wspaniale uzależniające :) Najlepszego!
2011-12-23 :: skomentuj (2)Są w Poznaniu takie okresy, kiedy centrum opanowują zombie w garniturach, słaniający się na nogach. Wodzą po okolicy wzrokiem spod półprzymkniętych powiek, obierając azymut "najkrótsza droga do kwatery". Niestraszne im okurzone ściany budynków i skrzynki energetyczne - przytulą się do wszystkiego, żeby złapać pion. Całe to zjawisko można ująć jednym słowem: targi.
Wcześniej myślałam, że to przypadek, ale od czasu pobytu w Kielcach, kiedy po oficjalnych dniach wystawienniczych, przyszły te mniej oficjalne, czułam się jak w wielkiej ekskluzywnej żulerni. Państwo dyżurowali przy stoliczkach, bratając się z interesantami za pomocą alkoholu, spoczywającego gdzieś na posterunku przy nodze stołu. Zarumienieni panowie byli bardziej rubaszni niż zwykle i odczuwali nietypową chęć do obejmowania się z innymi. I w tym wszystkim krążący jak sępy żenujący panowie ze związków zawodowych, śmigający z reklamówką z biedronki do której zbierali wszystkie gadżety, jakiekolwiek darmówki, cokolwiek co dało się zabrać. I latający za prezesem, licząc że przy flaszce uda się obgadać podwyżki dla związkowej braci...
I choć może to taka niepisana zasada "dorosłego świata", ale dla mnie to wieś. Regularna wieś z zakręconym ogonkiem.
Nigdy nie sądziłam, że będę świadkiem sytuacji, że tata po powrocie z działki, pierwsze co robi to uruchamia kompa, odpala youtube'a i załącza "Rehab" Amy :)
Odkrywam w sobie fascynację wysokością. I widokami, która upijają wzrok. I wiatrem we włosach, zatykającym usta. I ptakami, które latają poniżej stóp, zamiast ponad głową. I spokojem, który tam panuje. Możliwością leniwego obserwowania życia miasta, bez konieczności obcowania "face to face" z jego mieszkańcami. Uwielbiam! i mam w planach zdobycie kolejnych punktów w okolicy :)
2011-06-23 :: skomentuj (2)